Felieton
Kto pokona Hindusów
Chiny, Tajwan, Malezja, Indie są od dawna miejscem produkcji sprzętu elektronicznego, komputerów, artykułów AGD i ubrań znanych marek. Wiadomo, fabryki lokuje się tam, gdzie jest tańsza, ale wykwalifikowana siła robocza. Dziś zjawisko outosurcingu ma jednak o wiele szerszy zasięg, dotyczy także tworzenia oprogramowania, usług i badań nad nowymi technologiami IT. Myśl techniczna powstaje już w Azji - tam gdzie są tańsi, ale dobrzy fachowcy.
Europejczycy i Amerykanie dawno pogodzili się z tym, że większość produktów znajdujących się w ich domach powstała w fabrykach azjatyckich. Dla poprawienia sobie nastrojów mówiliśmy, że tam na Wschodzie potrafią tylko kopiować zachodnie technologie lub produkować to, co wymyślili geniusze w Krzemowej Dolinie.
Stwierdzenie takie jest jednak coraz bardziej nieprawdziwe. Indie, a także od niedawna Chiny, stają się prawdziwym zagłębiem talentów IT, z których coraz częściej korzystają światowe korporacje. Te dwa kraje, dysponujące łącznie około 2 miliardami ludności, za 10 lat będą miały dwa miliony informatyków.
Indie już dziś dysponują armią 650 tys. specjalistów IT, a średnia ich wieku wynosi 26 lat. Studia na ponad 250 uniwersytetach tego kraju kończy rokrocznie 100 tys. nowych specjalistów, a jakość edukacji w Indiach w dziedzinie matematyki, nauk ścisłych i informatyki ma już dobrą renomę na całym świecie.
Region Bangalore uzyskał miano indyjskiej Krzemowej Doliny, a swoje ośrodki badawcze założyły tam m.in. SAP, Oracle, Sun Microsystems i Motorola. Miasto Hyderabad ma park technologiczny o nazwie Cyberabad, gdzie zainwestowały Microsoft, Oracle, 3Com, a region Pune nosi przydomek "Knowledge Korridor" (Korytarz Wiedzy).
Indie to nie tylko miejsce, gdzie pisane jest oprogramowanie czy opracowywany nowy sprzęt. Coraz więcej firm, szczególnie z USA zleca indyjskim podwykonawcom usługi związane z funkcjonowaniem swoich systemów informatycznych. Dzięki sieciom teleinformatycznym możliwe jest utrzymanie bazy danych na serwerach na drugim końcu świata, a coraz więcej czynności związanych z zarządzaniem korporacyjną siecią komputerową można wykonać przez Internet i z powodzeniem zrobi to Hindus siedzący tysiące mil od San Francisco.
Zjawisko tzw. offshore outsourcing, czyli zlecania do innych krajów usług informatycznych, nabrało w USA, a także Wielkiej Brytanii ogromnego tempa. Firma Forrester Research przewiduje, że do roku 2015 w Stanach Zjednoczonych ponad 3 mln miejsc pracy zostanie przeniesionych za granicę w ramach tego modelu biznesu, a duża ich część to będą stanowiska specjalistów IT.
Dlaczego amerykańscy menadżerowie wybierają indyjskie firmy? Oszczędności w porównaniu z zatrudnieniem rodzimych drogich fachowców zamykają się w przedziale 20-40 proc. Hindusi mają wysokie kwalifikacje, znają język angielski, ich kulturę od wieków łączą związki ze światem anglosaskim.
Są też bariery we wdrożeniu rozwiązania outsourcingowego: obawa o bezpieczeństwo danych i jakość usług, brak rozeznania wielu menadżerów na indyjskim rynku i (zdawałoby się banalna) różnica w czasie. Boom offshore outsouricng jest jednak faktem i dobrze opłacani amerykańscy i brytyjscy informatycy już się obawiają o swoje posady. W Stanach Zjednoczonych pod presją organizacji zrzeszających specjalistów IT powstaje nawet projekt regulacji prawnej chroniącej rynek pracy, ograniczającej korzystanie z usług offshore outsourcing.
Za kilka lat Indie mogą jednak przestać być kopalnią tanich informatyków. Pensje personelu IT w tym kraju rosną co roku o solidne kilka procent. O młode talenty walczą nie tylko amerykańskie koncerny, ale coraz więcej indyjskich firm, które nie są już podwykonawcami, ale zaczynają samodzielną działalność na światowym rynku. Według prognoz przyspieszająca gospodarka indyjska w najbliższych latach będzie potrzebowała miliona informatyków, czyli o 200 tys. więcej niż będą w stanie "wyprodukować" uniwersytety. Efekt może być tylko jeden - wzrost wynagrodzeń dla poszukiwanych specjalistów. Już dziś mamy do czynienia z ciekawą sytuacją - Hindusi część prac zlecają jeszcze tańszym firmom chińskim.
Tu otwiera się szansa przed krajami naszego regionu. Firma consultingowa Pierre Audoin Consultants (PAC) przekonuje, że informatycy w Europie Wschodniej są tak samo dobrzy jak Hindusi, a przy tym od nich tańsi. Dodatkowo Polacy, Czesi, Węgrzy i Rumunii o wiele lepiej rozumieją Amerykanów i Brytyjczyków, i to nie tylko z powodu niezłej znajomości języka angielskiego.
Konsultanci PAC wskazują zwłaszcza na Rumunię jako kraj szczególnie atrakcyjny do współpracy w modelu outsourcingu. Według raportu średnia roczna pensja młodego programisty w Rumunii wynosi 6,5 tys. dolarów, a project menager oczekuje wynagrodzenia w wysokości 21 - 32 tys. dolarów, czyli mniej niż Indiach.
Znając wcale nie rewelacyjną sytuację na naszym rynku pracy informatyków można założyć, że i w Polsce znalazłoby się trochę wykwalifikowanych osób, które byłyby skłonne pracować za 30 tys. dolarów rocznie. Chętni nie poczuliby się chyba nadto dotknięci faktem, że ich koledzy Hindusi w tamtejszej "krzemowej dolinie" Bangalore zarabiają kilka tysięcy więcej...
Tomasz Ostrowiecki